Underdog Football PL

12 Wrzesień 2011

Michał Probierz, demokracja i rzewne łzy ku chwale czasów minionych

Filed under: Ameryka Południowa,Polska — Artur Karpiński @ 11:19

Dzieci wróciły do szkoły, studenci zdają poprawki, a ja pełen sił po letnich wojażach znów goszczę na ekranach Waszych monitorów. Sezon 2011/12 na Underdogu zaczynamy z grubej rury!

Na zdjęciu: Michał Probierz

To, że żyjemy w podłych czasach, jest faktem niezaprzeczalnym. Jedną z chorób toczących dziś gatunek ludzki jest „myślenie demokraty” i wiara w dogmaty i zabobony charakterystyczne dla tej doktryny. Jak wiadomo, demokracja to tyrania większości i każdego, kto myśli inaczej niż panujący przesąd ustalany większością głosów, skazuje na ostracyzm, a w najbardziej ekstremalnych przypadkach na fizyczną eksterminację (tu kłania się najbardziej znany demokratycznie wybrany przywódca – Adolf Hitler). Hipokryzją demokracji jest oczywiście rzekoma walka o prawa mniejszości przy jednoczesnym zwalczaniu wszelkiego elementu zagrażającego systemowi i siatce biznesowo-politycznych powiązań różnej maści mafii będących u władzy. Stąd też wyprodukowano (bo w dobie mass mediów jesteśmy jedynie produktem korporacji) nowy rodzaj człowieka – homo democraticus. Ów nowy twór (nowotwór?) nie ceni jednostki, lecz ogół. Nie liczą się dla niego indywidualne cechy, lecz umiejętność wykorzystania ich w grupie. Nie liczy się jakość, lecz to, czy ogół ją kupi. Nie liczy się prawda, liczy się sprzedaż. Nie liczy się niepowtarzalność i oryginalność, lecz dopasowanie do grupy. To wszystko przejawia się niestety także w dzisiejszym futbolu.

W Starych Dobrych Czasach piłkarz pokroju Isabelino Gradina brał piłkę i gnał przez siebie niczym gazela, mijając jak tyczki kolejnych rywali. Nawet gdy zatrzymał się na piątym czy szóstym przeciwniku, publiczność kochała jego wyczyny, a bardowie pisali pieśni na jego cześć. Dziś Gradin zostałby w te pędy odesłany na ławkę rezerwowych i dostał burę od trenera za działanie na szkodę drużyny. Nie trzeba jednak wracać do prehistorii, by oddać piękno tego, co minione. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, gdy wszystko było jeszcze bardziej swojskie, niewinne i naturalne, a my piękni i młodzi, na największych stadionach brylował choćby nieokiełznany Djalminha. Gdy zaś w XXI wieku słucham wypowiedzi trenerów, za gardło ściska mnie złość. Zespół, dopasowanie, teamwork, kolektyw… Rzygać się chce. Przypomina mi to filozofię Egila Olsena z czasów, gdy prowadził Norwegię w eliminacjach do Mistrzostw Świata 1994: 4-5-1, murowanie bramki i zero indywidualności. Wyjątki się oczywiście zdarzają. Wystarczy porównać sukces dwóch reprezentacji narodowych: Chorwacji AD 1998 i Grecji AD 2004. Mimo że to podopieczni Rehhagela osiągnęli większy wynik, nie widziałem ani jednego dzieciaka w koszulce Charisteasa czy Zagorakisa biegającego po podwórkowym boisku. Po francuskim mundialu zaś zaroiło się od koszulek w chorwacką szachownicę. W tej ekipie była jakaś finezja, byli wirtuozi jak Suker czy Prosinecki. Nie należeli oni oczywiście do wariatów w stylu Djalminhi, Gradina czy Garrinchy, jednak wyróżniali się w jakiś sposób. W tamtych czasach grali też tacy ludzie jak Abel Xavier, Rene Higuita czy Carlos Valderrama. Dziś profesjonalny piłkarz ma za sobą sztab speców od wizerunku i każdy jego ruch jest przemyślany, zaplanowany i przeanalizowany pod względem efektywności. Nie ma już tej spontaniczności, tego luzu, tej finezji… Wszystko jest sztywne i obliczone na sukces. Marketingowy oczywiście, bo sportowy jest jedynie dodatkiem.

Przenosząc się na polski grunt, bo to właśnie sytuacja w naszym kraju zainspirowała mnie do tej notki, mamy Michała Probierza. Pomijając jego wyniki, warsztat i wiedzę o futbolu, bo tego odmówić mu nie można, reprezentuje on właśnie styl, którego najbardziej nienawidzę wśród trenerów: spalanie indywidualistów na demokratycznym stosie zespołu i bronienie jednobramkowej przewagi od samego początku meczu. Jednym z moich ulubionych piłkarzy białostockiej Jagiellonii był Damir Kojasević. Nie liczył się z niczym i nikim. Bez piłki prawie nie biegał, tylko pokazywał ciągle kolegom, by grali mu do nogi, a on zrobi resztę. I robił. Czasem mniej, a czasem bardziej udanie, ale wnosił to magiczne coś. Dryblował, kiwał, zwodził – grał bez kompleksów. Mijał jednego, drugiego, zatrzymał się na trzecim… Potem znowu: jeden, drugi, trzeci, zatrzymał się na czwartym… Kolejny drybling kończył się autem albo faulem. Pożytku dla wyniku nie było z tego za wiele, jednak to właśnie takich piłkarzy kocham, to dlatego jestem miłośnikiem futbolu. Nie interesuje mnie wygrywanie dla samego wygrywania. Wolę przegrywać, ale w pięknym stylu i nie rezygnując z pasji. I takiego wariata Probierz odstrzelił. Widać było ten grymas na twarzy trenera, gdy Damir znów nie widząc kolegów pędził przed siebie niczym brazylijski dzieciak w lidze stanowej, lub gdy stał wmurowany i wymachiwał rękami czekając na precyzyjne podanie. Pamiętam też mecz Maycona zaraz po przyjściu z Homla: sam przebojem wszedł między dwóch obrońców, a obok stał niepilnowany Frankowski i rozkładał ręce. Brazylijczyk jednak chciał jeszcze wziąć trzeciego. Stracił piłkę i… niedługo potem wylądował w Piaście Gliwice. Zresztą pamiętam pierwszy wywiad z Mayconem. Mówił, że na Białorusi brał piłkę na własnej połowie i dryblując pół boiska wchodził z nią niemal do bramki. Zapowiadał to samo w Polsce. Nigdy nie było mu to dane. Teraz trener Michniewicz mówi, że „ma za małą odporność na ból”. Co to, kurde, jest? Rugby? To kolejna rzecz, która mnie niesamowicie denerwuje we współczesnej piłce. Piłkarz ma być twardy. Kiedyś tak nie było. Wielu było cherlawych, acz dobrych graczy. Teraz nie mieliby szans. Inna sytuacja z Probierzem to zgrupowanie bodajże w Turcji. Ówczesny trener „Jagi” wziął na nie pewnego młodego obrońcę. Po powrocie do Białegostoku, „polski Guardiola” powiedział, że umiejętności to on ma na ekstraklasę, ale niepotrzebny jest mu młokos, który przychodzi w żółtych świecących butach i ma wymodelowaną na żel fryzurę. Owszem – też nie lubię dresiarstwa i takiego stylu – ale zachowanie trenera doskonale wpisywało się w jego preferencje co do stylu drużyny. Każdy taki sam – nie ma gwiazd, nie ma nazwisk, jest drużyna. Masa. Tłum. Ogół. Nijakie gówno. Może skuteczne, ale jednak bezpłciowe gówno bez wyrazu.

Dziś Jagiellonię trenuje Czesław Michniewicz, który przynajmniej pod względem podejścia do młodzieży różni się od byłego opiekuna białostockiej drużyny. Jednak czy i „polski Mourinho” nie odstrzeliłby Damira Kojasevicia? Zapewne by to zrobił. Dziś nie ma popytu na takich graczy. Dla Czarnogórca szkoda, że nie urodził się kilkadziesiąt lat wcześniej, a dla nas – że jesteśmy karmieni tym futbolowym demokratycznym syfem przez medialne, menedżerskie i marketingowe korporacje, które zabijają Prawdziwe Piękno Futbolu…

4 komentarzy »

  1. Szczerze mówiąc, widząc szybkie podania z pierwszej piłki między piłkarzami i szybkie przejście do przodu całej drużyny, ciekawe pomysły na grę…jakoś nie cierpię. Oczywiście jeśli jest to zrobione z klasą. Obecnie nie przejdzie takie zachowanie jak „dajcie mi piłkę, a ja przejdę pół drużyny” … Obrońcy i piłkarze są ogólnie dobrze ustawieni, świetnie przygotowani kondycyjnie. Można zrobić małą „akcję – kiwkę” ale rzadko się zdarzy robić to powtarzalnie i na większą skalę. Niestety dla autora, ale mamy już tak wyśrubowany poziom futbolu na świecie, że drużyny sprzed 50lat nie miałyby szans z większością obecnych chociażby kondycyjnie. Jak ze wszystkim, im dłużej się w coś bawisz, tym lepiej to poznajesz i masz bardziej efektywne pomysły.

    Oczywiście, autor ma swoje zdanie, ja to szanuję. Ale obecnie jest to bardziej romantyzm coś co realistycznie i skrupulatnie można zastosować w obecnych drużynach. Aczkolwiek, zawsze taka nuta romantyzmu się przyda:)

    Pozdrawiam serdecznie:)

    Komentarz - autor: ramzess — 12 Wrzesień 2011 @ 12:17 | Odpowiedz

  2. Mój błąd… miało być „(..) Ale obecnie jest to bardziej romantyzm NIŻ coś co realistycznie i skrupulatnie można zastosować w obecnych drużynach. Aczkolwiek, zawsze taka nuta romantyzmu się przyda:) „

    Komentarz - autor: ramzess — 12 Wrzesień 2011 @ 12:21 | Odpowiedz

  3. No oczywiście że romantyzm. Nigdy nie byłem realistą i jestem z tego dumny🙂 Pozdrawiam

    Komentarz - autor: Artur Karpiński — 12 Wrzesień 2011 @ 12:27 | Odpowiedz

  4. Jak dla mnie brak indywidualności i ogół, przeciętna masa nie są wyłącznie rozpatrywaniami pod względem marketingowym. Prawdą jest, że gdy chodzi o atletycznych i bardzo silnych zawodników z choćby EPL to są oni modelem bardzo pożądanym ze względu na przyzwyczajenia i pomnażanie zysków sponsorów.

    Patrząc jednak na zwykłe rozgrywki lokalne (w których większość z nas kiedyś brała/nadal bierze czynny udział) to rozkarpyszeni dryblerzy są zgubą dla ducha drużyny czy też spójności jako całości zespołu. Nie można ich za to ganić, owszem, ale nie można również takiej postawy chwalić i wynagradzać jako, że jest to powrót do dawnego, wg wielu lepszego, soczystego i atrakcyjnego futbolu.

    Dodatkowo, ja osobiście bardziej niż popisowe sztuczki i artystów piłki kopanej, szanuję ciche płuca drużyny, które pracują solidnie na sukces tych „wspaniałych”, a rzadko kiedy są za to doceniani.

    Komentarz - autor: kamil — 15 Wrzesień 2011 @ 12:45 | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: