Underdog Football PL

2 Czerwiec 2011

Gdybym był Bogiem…

Filed under: Futbol alternatywny — Artur Karpiński @ 12:22

Gdybym był Bogiem i mógł utworzyć dowolną drużynę, złożoną z w jakiś sposób szczególnych piłkarzy, spośród których każdy byłby w kwiecie wieku i szczytowym momencie swego futbolowego rozwoju, postawiłbym na jedenastu artystów, cyrkowców, nietuzinkowych skórokopaczy. Nie byłoby tam żadnego rzeźnika, żadnego łamignata, żadnego boiskowego chama czy brutala. No chyba, że przy tym spełniałby warunki bycia niepokornym artystą.

Do gry w bramce desygnowałbym jednego z dwóch bohaterów dzieciństwa – Rene Higuitę lub Jorge Camposa. „El Loco” swym ekscentryzmem elektryzowałby napastników rywali, pomiędzy słupkami odprawiałby cyrkowe msze piłkarskie, a co jakiś czas popisywałby się efektownym „Skorpionem”. Meksykanin zaś, jako znany ze swej wszechstronności obiekt westchnień latynoskich piękności, mógłby czasem wystąpić w roli fałszywego napastnika. Do tego, jako obdarzony zupełnie niebramkarskim wzrostem gracz wprawiałby w osłupienie rywali swymi niesamowitymi paradami.

Na lewej stronie obrony pewne miejsce zająłby Amedeo Carboni – prawdziwy Matuzalem, który swego czasu po treningach biegał przez pół Walencji do domu zamiast pakować się w najnowsze ferrari wzorem kolegów. Jak za chwilę Drodzy Czytelnicy zobaczycie, nie jest to jedyny przedstawiciel tamtej wspaniałej drużyny w tym zestawieniu. Wszak była to wyjątkowa ekipa. Po przeciwnej flance biegałby Michael Reiziger, któremu złamana ręka niestraszna. Obowiązkowo w pomarańczowym gipsie. Na środku obrony dumnie i elegancko odbierałby piłki Aaron Hughes, który przez całą swą karierę w Premiership otrzymał jedynie pięć żółtych kartek i ani jednej czerwonej, dzięki czemu jest dowodem, iż można grać na najwyższym światowym poziomie przy zachowaniu dżentelmeńskich zasad. Tą triadą defensorów kierowałby oczywiście sam Marszałek, „el Gran Mariscal” Jose Nasazzi. W końcu pradawne reguły interakcji międzyludzkich muszą mieć swojego stróża – i kapitan Wielkich Urusów z tego zadania wywiązałby się bez problemu.

Trójkę (a jakże!) pomocników zacząłbym montować od kolegi Carboniego z Walencji – Gaizki Mendiety. Mało który zawodnik grał z taką gracją i elegancją. Do tego były reprezentant Hiszpanii zawsze potrafił powiedzieć parę mądrych słów w wywiadzie, w przeciwieństwie do większości kopaczy. Stosując ultraofensywne zestawienie, pozostała dwójka środkowych nastawiona by była głównie na atak. Z jednej strony Juan Roman Riquelme, który swoich przepełnionych maestrią dryblingów nie wstydził się nawet w meczach z River Plate oraz „Libijski Diament” Tariq Al-Taib, który swego czasu zasłynął zagadką pod tytułem „Ilu Argentyńczyków potrzeba, by zatrzymać Tariqa Al-Taiba?”. Dodam, że niemało. Libia co prawda przegrała 1-3, ale Colocciniemu, Quirodze i Placente ten mecz pewnie śni się do dziś. Niestety, wobec wielkiej konkurencji zabrakło miejsca dla Carlosa Valderramy, który za samą fryzurę zasłużył na nominację. Lo siento, Carlito…

W ataku miejsce bym znalazł dla dwóch nietuzinkowych artystów i jednego superstrzelca. Z lewej strony wchodziłby wielki Aztek Cuauhtemoc Blanco, przypominając wszystkim swe cyrkowe popisy z Mistrzostw Świata we Francji. Jego występ w meczu z Koreą to jedno z moich najpiękniejszych futbolowych wspomnień. Z prawej zaś flanki z gracją gazeli atakowałby szykanowany z powodu swej czarnej skóry w rodzimym Urugwaju Isabelino Gradin, o którym swego czasu pisano wiersze i piosenki, zachwycając się bajeczną techniką napastnika Penarolu. Na samym środku, na tak zwanej szpicy, zagrałby zaś najlepszy strzelec w historii futbolu – Arthur Friedenreich. Człowiek, który gdyby urodził się pięć lat później, byłby w tej chwili jednym tchem wymieniany obok takich graczy jak Pele czy Leonidas. Niestety, na występ na urugwajskim Mundialu był zdaniem selekcjonera Canarinhos za stary, choć trzy lata wcześniej pokazał się światu podczas tournee Brazylii po Europie, kiedy to francuscy obrońcy nie wiedzieli jak powstrzymać „Tygrysa”.

Tak więc cały skład wyglądałby następująco:

Szkoda, że może on być realny jedynie w marzeniach…

4 komentarzy »

  1. Mendieta na MC?

    Moi artyści by trochę inaczej wyglądali😉

    Komentarz - autor: jmk — 2 Czerwiec 2011 @ 12:36 | Odpowiedz

  2. Teoretycznie mogłem go wstawić na WB R naprzeciwko Carboniego, wyrzucić Reizigera i wstawić Valderramę.

    Komentarz - autor: Artur Karpiński — 2 Czerwiec 2011 @ 12:37 | Odpowiedz

  3. Chilavert
    Cafu
    Ayala – Hierro
    Sergi
    Guardiola – Aimar – Riquelme
    Blanco – Stoiczkow – Bebeto

    To moja próba🙂

    Komentarz - autor: jmk — 2 Czerwiec 2011 @ 12:47 | Odpowiedz

  4. Za dużo Barcelony😛

    Komentarz - autor: Artur Karpiński — 2 Czerwiec 2011 @ 12:50 | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: