Underdog Football PL

25 Wrzesień 2009

Dyptyk germański – czyli dwie niezwykłe historie niemieckich bramkarzy

Filed under: Europa — Artur Karpiński @ 14:27

Wiem, że najwyższy czas przedstawić kandydatów do gry w drugiej linii reprezentacji Polski, jednak o tym za kilka dni. Dziś i jutro postanowiłem przedstawić Drogim Czytelnikom dwie niesamowite historie dotyczące naszych zachodnich sąsiadów. Obie dotyczą bramkarzy. Najpierw opowieść z kategorii historia najnowsza.


Na zdjęciu: Lutz Pfannenstiel

Lutz Pfannenstiel nigdy nie zagrał w seniorskiej reprezentacji Niemiec (ma na koncie występy w kategoriach juniorskich), ani nawet w 1. Bundeslidze, jednak jego nazwisko stało się za naszą zachodnią granicą synonimem globtrotera. To właśnie liczba krajów i drużyn, w których występował ów bramkarz, przyniosła mu światową sławę. Pfannenstiel urodził się 36 lat temu w miejscowości Zwiesel w Bawarii. Mimo że trenował w słynnej szkółce Bayernu Monachium, w profesjonalnej piłce zadebiutował w wieku 18 lat w barwach piątoligowego 1. FC Bad Kötzting, gdzie spędził dwa lata. Jako dwudziestoletni chłopak otrzymywał zaproszenia na testy do różnych klubów z wyższych klas rozgrywkowych, jednak w przeciwieństwie do kolegów z drużyny postanowił skorzystać z innej oferty. Oto w 1993 roku nadeszła propozycja gry w lidze… malezyjskiej. Po rocznym doświadczeniu w Penang, niemiecki golkiper wrócił jednak do Europy – i to nie byle gdzie! Swoje usługi miał świadczyć w wielce zasłużonym Wimbledonie, jednak mając za rywali do gry w bramce legendarnego holenderskiego bramkarza Hansa Segersa oraz reprezentanta Szkocji Neila Sullivana nie miał żadnych szans, by zadebiutować w Premiership. Pfannenstiel skorzystał więc z propozycji gry w Nottingham Forest, jednak i tam był jedynie zmiennikiem Marka Crossleya. To właściwie wyznaczyło tory karierze młodego wówczas Niemca. Właściwie w żadnym klubie nie zagrzał miejsca na dłużej i nawet jeśli udało mu się przedrzeć do pierwszego składu, bardzo szybko zmieniał otoczenie. W wywiadach sam przyznaje, że futbol to doskonały sposób na zwiedzanie świata i nie rozumie zawodników grających całe życie w jednej lidze. Wkrótce Pfannenstiel Anglię zamienił na Belgię, jednak i w Sint-Truiden (czwartym jego klubie w ciągu roku) nie zdołał przekonać do siebie trenera. Między słupkami stanął dopiero w kolejnym roku – 1996 – jednak miało to już miejsce… na Malcie, w barwach Hamrun Spartans. Jeśli komuś przeszło przez myśl, że dzielnie wspierał „spartan” w walce o krajowy prymat – mylił się. Po zaledwie czterech kolejkach Niemiec przeprowadził się do… Singapuru – gdzie grał w Sembawang Rangers. Oczywiście – kilkanaście tygodni. Temat singapurski jednak jeszcze pojawi się w biografii Pfannenstiela – niestety, w o wiele mniej przyjemnym kontekście. Druga połowa roku 1996 to jednak pierwszy od czasów występów w lokalnej bawarskiej lidze czas stabilizacji w życiu Pfannenstiela. Nie dość, że wywalczył w południowoafrykańskim Orlando Pirates stałe miejsce w wyjściowym składzie, to jeszcze doprowadził tę ekipę do drugiego miejsca w lidze w sezonie zasadniczym oraz do tryumfu w Pucharze Ośmiu – rozgrywkach z udziałem najlepszych ośmiu drużyn w kraju. To spowodowało, że Pfannenstiel uwierzył, iż może znów spróbować swych sił w Europie. Wróciwszy do Anglii, znów zameldował się w Nottingham Forest, gdzie bramki nadal strzegł 27-letni Walijczyk Crossley. Niemcowi udało się jednak na chwilę zająć jego miejsce i nareszcie – jako 23-latek z podróżniczym doświadczeniem weterana – zadebiutował w słynnej Premiership. Leśnicy z Sherwood jednak spadli z ligi, a pomiędzy słupkami tego klubu na zapleczu ekstraklasy stanął doświadczony 38-letni Dave Beasant. Dla Pfannenstiela znów zabrakło miejsca, jednak i tak udało mu się zagrać w ośmiu spotkaniach dla Forest. W międzyczasie jednak zaliczył epizod fiński w Tampere – oczywiście bez meczu. Nie chcąc spędzić kolejnego sezonu na ławce rezerwowych (nie dość że Beasant nie skończył kariery, to jeszcze Crossley powrócił z Millwall) wrócił do Niemiec. Po rocznej wegetacji w rezerwach Wacker Burghausen po raz kolejny bohater naszej opowieści postawił na kierunek wschodni. Jak sam przyznaje – była to najgorsza decyzja w jego życiu. Co prawda w barwach singapurskiego Geylang United często występował w pierwszym składzie, to został… aresztowany. Za rzekome ustawianie wyników meczów. Pytany o tę historię, Pfannenstiel twierdzi, iż przedstawiciele azjatyckich firm bukmacherskich pytali go jedynie o kondycję drużyny, kontuzje i przewidywany skład. Singapurskiemu wymiarowi sprawiedliwości wystarczyło to, by posłać Niemca za kratki. Jak wiadomo, singapurskie więzienia nie należą do najprzyjemniejszych i relacja Pfannenstiela potwierdza te informacje. Obskurne cele, zero przywilejów, dyscyplina, braki żywnościowe i niedobór środków higieny osobistej. Tak wyglądało przez pewien czas życie bramkarza, który jeszcze dwa lata wcześniej występował w jednej z najsilniejszych lig świata. Gdy opuścił w końcu więzienne mury, niemiecki golkiper znalazł zatrudnienie w Dunedin Technical – klubie z Nowej Zelandii. Co prawda spędził tam trzy lata, jednak w międzyczasie zdążył zaliczyć epizody w niemieckim ASV Cham oraz angielskim Bradford Park Avenue. To właśnie grając w tym ostatnim klubie Pfannenstiel bliski był tragicznego końca. W pojedynku siódmej ligi północnej w Anglii, Bradford PA podejmowało Harrogate Town. W pewnym momencie niemiecki bramkarz zderzył się z rywalem i upadł na ziemię nie mogąc złapać oddechu. Mimo że udało się przywrócić funkcje respiracyjne organizmowi Pfannenstiela, za chwilę ponownie stracił dech. Sytuacja powtórzyła się także po raz trzeci. Sędzia przerwał mecz, a Niemiec może mówić o wielkim szczęściu, że jeszcze żyje. Uratował go lekarz klubowy – Ray Killick – który przeprowadził sztuczne oddychanie metodą usta-usta. Po tej mrożącej krew w żyłach przygodzie Niemiec wrócił do Nowej Zelandii, jednak nim zdążył przywyknąć na nowo do wód Pacyfiku, pojawiła się interesująca oferta z Norwegii. Ostatnia przygoda ze Skandynawią skończyła się co prawda dla Pfannenstiela grzaniem ławki w Tampere, to jednak w Bærum nie miał problemów z regularnymi występami. Germański globtroter nie byłby jednak sobą, gdyby w krainie Wikingów został na dłużej. W kolejnym sezonie występował już w.. kanadyjskim Calgary Mustangs. Tym samym Ameryka Północna była już piątym kontynentem, na którym zagrał Pfannenstiel. Do kompletu pozostała mu jedynie Ameryka Południowa. Niemca ciągnęło jednak do jego domu w Nowej Zelandii i kolejne dwa lata znów spędził nad Pacyfikiem – tym razem w Otago United, klubie z tego samego miasta co jego poprzedni pracodawca z krainy ptaków kiwi – Dunedin. W wieku 33 lat Pfannenstiel zdecydował się na występy w FK Vllaznia Szkodra z Albanii. Niemiecki bramkarz sumiennie wypełniał swe obowiązki przez cały sezon i doprowadził swój klub do europejskich pucharów. Między innymi dzięki dobrej postawie doświadczonego golkipera Vllaznia w kolejnym sezonie wystąpiła w Pucharze Intertoto. Nie muszę chyba dodawać, że bez Pfannenstiela. Niemiec w tym czasie grał już ponownie w Bærum, a jeszcze w tym samym roku powrócił do Kanady – do Vancouver Whitecaps. Wówczas to pojawiła się szansa, by dokonać czegoś niesamowitego, czegoś, co zostanie zapamiętane na wieki – zagrania na ostatnim niezdobytym przez Lutza kontynencie. W roku 2008 Lutz Pfannenstiel, debiutując w barwach brazylijskiego CA Hermann Aichinger, został pierwszym i jak dotychczas jedynym piłkarzem, który grał na wszystkich zamieszkanych kontynentach. Jakby ten rekord wzbudzał czyjekolwiek wątpliwości, szalony globtroter z Bawarii zamierza uczynić go niepodważalnym. W jaki sposób? Otóż chce zorganizować mecz piłkarski na… Antarktydzie. W ten sposób nikt nigdy nie mógłby pobić jego osiągnięcia – chyba że zagrałby mecz na Księżycu albo na Marsie. W wywiadzie dla niemieckiego portalu transfermarkt.de zdradził, iż jego pomysł popierają wielkie sławy światowej piłki, a planowana data tego spotkania to grudzień 2009. Według naszego bohatera, owy mecz miałby być także połączony z kampanią ekologiczną w ramach uświadamiania ludzi o zagrożeniach zmianami klimatu. Czy jednak marzenie Pfannenstiela o zdobyciu przez jego bramkarskie rękawice siódmego kontynentu zostanie spełnione? Okaże się już niedługo. Po brazylijskim epizodzie Lutz powrócił do Norwegii, gdzie osiedlił się ze swoją żoną i po krótkim okresie gry we Fløy został grającym trenerem drużyny Manglerud Star. Co ciekawe – jednym z podopiecznych Pfannenstiela w tym norweskim klubie jest Polak – były gracz Pogoni Szczecin Maciej Paszkiewicz. Swoją drogą – ciekawi mnie czy wie o globtroterskiej przeszłości swojego szkoleniowca? Jedno jest pewne – doświadczeń, które Lutz Pfannenstiel zebrał w przeciągu swojej kariery nie pobiją nawet największe kontrakty reklamowe, jakie zawierają obecne gwiazdki show-businessu mieniące się futbolistami. Gdybym sam był piłkarzem, nie miałbym wątpliwości którą ścieżką – Lutza Pfannenstiela czy Cristiano Ronaldo – podążyć… Na zakończenie – wiersz:

Robert Frost
Droga nie wybrana
(tłum. Stanisław Barańczak)

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie wzrok niknął w gęstych krzakach i konarach;
Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,
Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.
Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną –
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

Fragmenty z kariery bohatera dzisiejszej opowieści (część I, w wideach powiązanych pozostałe cztery):

4 komentarzy »

  1. Fascynujące, nigdy nawet nie obiło mi się o uszy nazwisko tego Niemca. W jego przypadku z pełną odpowiedzialnością można użyć słowa „piłkarska kariera”🙂

    Komentarz - autor: SZU — 25 Wrzesień 2009 @ 15:47 | Odpowiedz

  2. cześć Vami, pomysł jest świetny, wykonanie również. już dodane do kanałów RSS🙂
    ja zapraszam na mojego bloga, o takim samym layoucie, ale to czysty przypadek🙂
    pozdrawiam

    Komentarz - autor: Tomek Ćwiąkała — 26 Wrzesień 2009 @ 13:49 | Odpowiedz

  3. Zabawne jest, że na stronie internetrowej jego obecnego klubu MANGLERUD STAR podają jedynie 11 byłych zespołów, choć wcześniej grał w 27.

    Pewnie doświadczenie wystarczyłoby, żeby spokojnie mógł grać w polskiej ekstraklasie…

    Komentarz - autor: Polones — 26 Wrzesień 2009 @ 14:42 | Odpowiedz

  4. Świtny artykuł. Z przyjemnością go przeczytałem.

    Komentarz - autor: Stifler — 26 Wrzesień 2009 @ 17:45 | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: